Kawa – dla jednych poranny rytuał, dla innych konieczność, żeby „jakoś przetrwać dzień”.
Ale przy endometriozie filiżanka kawy potrafi być zarówno przyjaciółką, jak i wrogiem.
Od poziomu hormonów po stan jelit – to, jak reaguje Twoje ciało, mówi o wiele więcej niż sama kofeina.

Spis treści
- Kawa w moim życiu: chwilowa ulga czy codzienny rytuał?
- Kawa a hormony – co robi w naszym ciele?
- Kawa a jelita i wątroba
- Kawa jako rytuał
- Moja osobista rozkmina
- Kawa a emocje
- To jak w końcu – kawa jest dobra czy zła?
- Moja rada jako endodziewczyny
Kawa w moim życiu: chwilowa ulga czy codzienny rytuał?
Jeszcze kilka lat temu poranki były dla mnie najgorszą porą dnia. Czułam się jakby ktoś wyssał ze mnie całą energię, zanim jeszcze otworzyłam oczy. Żadna kawa nie pomagała. Mimo zdrowego (wydawałoby się) jedzenia i suplementacji, nadal byłam zmęczona.
Z czasem zrozumiałam, że energia to nie przypadek, a efekt konkretnych codziennych decyzji. I że ogromną rolę odgrywają jelita. Dziś podzielę się z Tobą, co najbardziej mi pomogło, kiedy moje ciało walczyło z endometriozą.
Kawa a hormony – co robi w naszym ciele?
Kiedy mamy endometriozę, hormony grają główną rolę w całym przedstawieniu. Estrogeny są jak paliwo dla ognisk choroby – im ich więcej, tym mocniej rozkręca się stan zapalny i ból. A kawa, a raczej kofeina, nie jest obojętna.
Kortyzol
Kawa podnosi poziom hormonu stresu. Jeśli jesteś już zestresowana, niewyspana, Twoje nadnercza jadą na oparach, kawa tylko dokłada im roboty. To może oznaczać jeszcze większe zmęczenie „po fakcie”, bo najpierw dostajesz szybki zastrzyk energii, a potem zjazd.
Insulina
Kofeina może wpływać na wahania cukru we krwi. Jeśli masz insulinooporność (a wiele z nas z endo ją ma), to poranna kawa na pusty żołądek jest jak huśtawka: najpierw w górę, potem w dół. Znasz to uczucie? Nerwowość, drżenie rąk, a potem nagły głód.
Estrogeny
Kawa może wpływać na metabolizm estrogenów w wątrobie. A dla nas, endodziewczyn, wątroba to klucz – ona decyduje, czy hormony są prawidłowo rozkładane i wydalane, czy zostają w obiegu i rozkręcają stan zapalny.
Kawa a jelita i wątroba
Nie mogę pominąć jelit. Jelita to nasza druga głowa, centrum odporności i centrum hormonów. A kawa, szczególnie pita na czczo, potrafi podrażnić śluzówkę. Może wywołać biegunki, zgagę, odbijanie.
Dla mnie, jako dziewczyny, która latami walczyła z bólem brzucha, wzdęciami i stanami zapalnymi, to ważny sygnał. Kawa nie zawsze jest „neutralnym napojem”. To substancja aktywna, która działa i na jelita, i na wątrobę.
A wątroba? Ona i tak już u nas ma pełne ręce roboty – musi codziennie neutralizować toksyny, metabolizować hormony, walczyć ze stanem zapalnym. Dodaj jej kawę i… może da radę, a może w końcu powie „stop”.
Kawa jako rytuał
Ale jest też druga strona medalu. Bo kawa to nie tylko kofeina. To rytuał. To moment, kiedy siadamy, zatrzymujemy się, łapiemy oddech. To ciepło w dłoniach, ten znajomy aromat, który wielu z nas kojarzy się z domem, spokojem, chwilą tylko dla siebie.
I w tym sensie… kawa może być wsparciem. Bo przecież nie chodzi o to, żeby żyć w wiecznej spince i kontrolować każdy kęs. Czasem właśnie ta chwila z filiżanką kawy to mały gest miłości do siebie – taki sygnał: „Teraz ja, teraz odpoczywam”.
Moja osobista rozkmina
Ja sama długo wahałam się, czy w ogóle spróbować. Z jednej strony – byłam wykończona i kawa wydawała się szybkim ratunkiem. Z drugiej – wiedziałam, jak bardzo moje ciało jest wrażliwe i ile już przeszło.
Więc zaczęłam pytać siebie:
- Czy kawa to dla mnie ratunek, czy pułapka?
- Czy sięgam po nią, bo naprawdę jej chcę, czy dlatego, że próbuję „zagłuszyć” zmęczenie, które powinno być sygnałem do odpoczynku?
I tu leży chyba sedno tej rozkminy.
Kawa a emocje
Nie można też pominąć emocji. Bo kawa bywa czymś więcej niż napojem – bywa nagrodą („należy mi się”), bywa wsparciem („bez kawy nie dam rady”), bywa też… poczuciem przynależności („wszyscy piją, to i ja”).
Zauważyłam, że w wielu momentach bardziej niż kofeina ciągnęło mnie do rytuału – do chwili ciszy, do zatrzymania, do tego, żeby zrobić coś tylko dla siebie. I to dało mi do myślenia. Może wcale nie kawa była mi potrzebna, ale właśnie ten moment troski o siebie?
To jak w końcu – kawa jest dobra czy zła?
I tu nie ma jednej odpowiedzi. Kawa może być paliwem, które wypala nas od środka, jeśli pijemy ją na czczo, w stresie, w niewyspaniu. Ale kawa może być też rytuałem, który koi i zatrzymuje, jeśli traktujemy ją jako dodatek, a nie fundament naszego dnia.
Ważne pytanie brzmi: dlaczego pijesz kawę? Bo potrzebujesz zastrzyku energii, żeby przetrwać dzień? Czy dlatego, że chcesz dać sobie chwilę przyjemności i zatrzymania?
Moja rada jako endodziewczyny
Jeśli jesteś na początku drogi, jeśli Twoje ciało jest osłabione – uważaj. Może zamiast kolejnej kawy spróbuj matchy- delikatniej pobudza, daje energię na dłużej i nie powoduje nagłego spadku jak espresso. Albo yerba mate – bogata w antyoksydanty i wspierająca koncentrację. A jeśli wolisz coś łagodniejszego, postaw na zieloną herbatę czy rooibos – to wciąż rytuał kubka w dłoni, ale z większą troską o Twoje hormony.
Ale jeśli kawa to dla Ciebie rytuał i czujesz, że Twój organizm daje sobie z nią radę – nie musisz z niej rezygnować na siłę. Wybieraj kawę dobrej jakości, pij ją po posiłku (nigdy na czczo!), dodaj trochę mleka roślinnego albo przypraw, które łagodzą jej działanie (np. cynamon, kardamon).
Kim jestem?
Przez lata żyłam w bólu, zanim usłyszałam diagnozę – endometrioza. Dziś jestem szczęśliwą kobietą i mamą dwójki dzieci. Wiem, że endometriozę można ujarzmić i odzyskać komfort życia. ✨
I teraz jestem bardzo ciekawa, dlaczego Ty pijesz kawę? Bo naprawdę ją lubisz? Bo daje Ci energię, której brakuje? Bo to dla Ciebie chwila zatrzymania i rytuału
Ściskam Cię mocno,
Weronika
Słowa kluczowe: endometrioza, energia, jelita, zmęczenie, dieta przeciwzapalna, sen